Lubię i zbieram covery Beatlesów. Mam w tej grupie kolekcję rzeczy dziwnych (np. ‘Love Me Do’ wyszczekane przez psy…), ciekawych (np. ‘I Am The Walrus’ śpiewane przez szurniętego Dixiego z ‘Million Dollar Hotel’), czy szokujących (jak ‘Eleanor Rigby’ w wersji zespołu ‘Godhead’). Są też rzeczy niebezpiecznie zbliżające się do jakości oryginału (bo jakoś nie trafiłem póki co na cover piosenki który by był lepszy od oryginału Fabsów….)
Trafiam też od czasu do czasu na rzeczy co do których mam odrobinę mieszane uczucia i nie wiem jak do nich podejść. Takim czymś jest np. cover ‘While My Guitar Gently Weeps’ Carlosa Santany. To nowa wersja utworu Beatlesów, pochodząca z nowej płyty (która wyjdzie 20 września 2010 r.) Santany zatytułowanej ‘Guitar Heaven: The Greatest Guitar Classics Of All Time’ z gościnnym udziałem India Arie i Yo-Yo Ma. Niby fajne, ale kurde coverować tak Santanowo jedną z najlepszych piosenek Harrisona?! Jakoś mi się nie godzi… A Wam jak się podoba?
I dla porównania wersja akustyczna i studyjna z ‘Białego Albumu’ (gdzie solo gitarowe gra sam Eric Clapton):
Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Bloga (tu możecie poczytać więcej o Blog Day). W skrócie: tego dnia blogerzy polecają swoim czytelnikom inne blogi. W założeniu każdy bloger ma polecić swoim gościom 5 nowych blogów. Tym sposobem każdy bloger będzie mógł, wędrując po linkach, odkryć nowe, nieznane dotychczas blogi. Dziś przypada piąta edycja.
No to moje typy:
I’m just stardog-champion – nawet nie pamiętam jak go znalazłem, chyba przez Bazylka. W każdym bądź razie mój niekwestionowany lider blogowego pióra. W dodatku Beatlesowy wafel Ostatnio jednak notki umieszcza nie za często, widocznie zajęty zarabianiem dolarów. Karakaskich, ale zawsze…
Codziennie świeże fistaszki! – cudne, amatorskie tłumaczenia cudnego nie amatorskiego magicznego świata Fistaszków. Dzień bez paska dniem straconym proszę Państwa. I tak można przez 50 lat. Nawet nie będąc emocjonalnym bankrutem…
Mocny w Gębie – blog Jarka Szubrychta. Muzyka przez duże eM i okolice. Nie lubi Dody i tego co straszy po eremefach i zetkach więc swój chłop… Nie podoba mi się tylko, że nie specjalnie weszła mu Incepcja… Może przespał?…
Zapiski Maszynisty – proszę towarzystwa tak się piszę o kolei, pociągach i wszystkiego co związane z zawodem maszynisty. W Jego słowach nawet elektryczny zespól trakcyjny EN57 nabiera magicznego wyrazu… Najlepiej czytać wieczorem, po cichu gdy nikt nie przeszkadza. A jeszcze lepiej wydrukować i smakować powoli. To są opowiadania, nie notki…
Radziecki Termos – wszedłem przez przypadek, zostałem na dłużej…
Dziś szczerze zatroskany o prezesa partii Prawo i Sprawiedliwość, oraz zmęczony oglądaniem jego osoby w mediach, pozwoliłem sobie wysłać na jego adres sejmowy (jaroslaw.kaczynski@sejm.pl) maila o następującej treści:
Witam Pana Panie Jarosławie!
Miałbym prośbę: mógłby Pan na jakiś okres czasu (nie wiem, dwa – trzy miesiące) odpocząć?
Wyjechać gdzieś, pooddychać innym powietrzem, nabrać dystansu, ozdrowieć?
Odpocząć od krzyży, rozbitych samolotów, Wawelu, Pałacu Prezydenckiego, Palikota, Piwa Lech i napojów izotomicznych.
Boję się włączyć telewizor, czy przeglądać polskie portale w internecie żeby nie oglądać Pańskiej zrezygnowanej twarzy, nie słyszeć Pańskich kipiących żalem i nienawiścią wypowiedzi.
Pan wymaga zdecydowanej opieki medycznej, po ciosie jakim była śmierć brata i stosunek społeczeństwa które nie chciało Pana osoby widzieć na stanowisku prezydenta – ta niechęć ludzi do Pana powinno dać Panu do myślenia, w przeciwnym przypadku martwie się, że Pańska nadwyręzona psychika nie wytrzyma.
Może czas na wcześniejszą emeryturę polityczną?
Pohodować kwiaty, nakarmić kota, zastąpić dziadka dzieciom Pani Marty?
Było by to bardziej użyteczne społecznie niż to co Pan robi aktualnie w Polityce.
Z poważaniem szczerze zatroskany o Pana osobę obywatel Rzeczypospolitej:
Marcin Guzik
PS: Nie stałem tam gdzie wtedy stało ZOMO, bo byłem za młody, oraz nie jestem częścią układu.
Może trochę mam wspólnego z łże elitami.
Ale nie dużo…
Po wczorajszej konferencji WWDC szaleństwa nie było: prototyp iPhone który wyciekł kilka tygodni temu i był pokazany przez amerykańskie Gizmodo okazał się prawdziwy (czego wszyscy raczej się spodziewali poza kolegami z Appleblog.pl )
Ha, jak prorokowałem 3 lata wystarczyło, żeby w 4 generacjach sprzętu Apple dopracował swój sztandardowy produkt na poziomie akceptowalnym. iPhone pierwszej generacji i 3G które aktualnie używam niestety nie mają kilku rzeczy które mam w starej N95 (normalnego multitaskingu (mimo, że da się to Cydią połatać), aparatu z lepszą matrycą i flashem, nagrywania video (N95 robi ładne 640/480 w 30 klatkach) czy TV Out taki jak w Nokii. Te wszystkie braki powodują to, że iPhone używam jako drugi telefon, bo stara, 3 letnia N95 bardziej mi się przydaje a 3GS to nieco połatany zwykły 3G…
To co Apple pokazało wczoraj, powoduje to, że iPhone w końcu może być moim jedynym i podstawowym telefonem
- procesor A4 (taki jak w iPadzie).
- Wi-Fi w standardzie “n”.
- rozdzielczość ekranu 960/640 pikseli, 326 pikseli na cal, aktualnie żadne przenośne urządzenie tego typu nie ma takiego wyświetlacza.
- żyroskop (czyli jeszcze bardziej udoskonalone określenie położenia telefonu w przestrzeni niż przyśpieszeniomierz w poprzednich generacjach).
- dwie kamery z flashem (aparat 5 megapikseli).
- videorozmowy (chociaż tylko między dwoma iPhonami).
- nagrywanie video w rozdzielczości 720p, 30 klatek na sekundę.
- lepsza bateria i zarządzanie energią (kula u nogi w iPhone 3G…)
- 2 mikrofony (i reklamowany system redukcji szumów…)
- design (wygląd jest świetny, w porównaniu z 3G i 3GS zwłaszcza bo pierwszy iPhone wg mnie był bardzo ładny.)
Prawda, że to co powyżej + cała afjonowa reszta brzmi nieźle? Jednym minusem to kretyński standard micro-SIM ale to już Apple jestem w stanie wybaczyć No to czekam na premierę a póki co zadowolę się iPhone OS 4.0, tfu…, IOS 4 w starym 3G
To czy ‘Sgt. Pepper’ to pierwszy koncept album czy nie, nie ma żadnego znaczenia. W zestawieniu najpiękniejszych całościowo płyt może równać się z nim jedynie ‘The Wall’, ‘Dark Side Of The Moon’ i może jeszcze parę innych. Wychwalane i stawiane na równi przez innych ‘Pet Sounds’ Beach Boysów według mnie brzmi przy nim (z całym szacunkiem…) jak zestaw polifonicznych dzwonków komórkowych…
‘Sierżant’ został sklasyfikowany w 2003 roku przez magazyn Rolling Stone na pierwszym miejscu w rankingu ’500 najlepszych i najważniejszych albumów wszech czasów’. Był pierwszą płytą na której zostały wydrukowane teksty utworów. Był pierwszą płytą jaką pamiętam z dzieciństwa. Był pierwszą płytą Beatlesów która potrafiłem rozróżnić po okładce a ‘Lucy in the Sky with Diamonds’ była pierwszą piosenką którą potrafiłem zaśpiewać mając bodajże 4 lata (zapytam mamy jeśli to was interesuje…)
Muzycznie piękny, do dziś zestaw tych 13 utworów zachwyca i zadziwia misterią, tekstami i warstwą muzyczną więc jaki szok musieli przechodzić ludzie kiedy 1 czerwca 1967 roku usłyszeli go oficjalnie w całości?
Nie mnie oceniać płytę, zrobiło to i będzie robić w dalszym ciągu tysiące ludzi, ja ją tylko podsumuję. Czego tu nie mamy! Mocny, prawie hardrockowy utwór tytułowy, z fikcyjną Orkiestrą Sierżanta Pieprza, śliczne ‘With A Little Help From My Friends’ (mimo niespecjalnych walorów wokalnych Ringa i tego, że wersja Joe Cockera w ogóle mnie nie przekonywuje.). ‘Lucy in the Sky with Diamonds’ gdzie do dziś mało kto wierzy (w tym i ja…) o gorących zapewnieniach autora tekstu, że jest to piosenka o pani ze szkolnego rysunku syna… A takie ‘Getting Better’? Hinduskie ‘Within You, Without You’ w całości napisany przez George’a Harrisona to jeden z pierwszych przykładów wykorzystania takiej muzyki w kulturze popularnej. Piosenki ‘Being For The Benefit Of Mr. Kite!’ bałem się słuchać kiedy byłem mały, ta atmosfera cyrku była trochę za bardzo uwypuklona A takie ‘When I’m Sixty-Four’ napisał 24 letni facet, dziwne nie? I proszę państwa końcówka: ‘Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (Reprise)’ przechodzące w zbanowane w BBC (rzekomo za narkotyki w wersie ‘i d love to turn you on‘…) ‘A Day In The Life’ to finał finałów. Zresztą jeśli reszta piosenek na ‘Sierżancie’ była by słaba to samo ‘A Day In The Life’ z tekstem z gazet o dziurach i wypadku wystarczyła by, by uznać tą płytę za genialną…
Reszta ukrytych przekazów (zapętlone głosy i śmiechy, żonglowanie prędkością taśmy, dźwięk 15 000 Hz i dziesiątki innych smaczków…) stanowi li i jedynie o wielkości tej płyty. Nawet brak Hitlera i Jezusa na okładce, i legenda miejska o napisie BEATLES z marihuany nie przeszkadza temu, że jest ona jedną z najbardziej sławnych, rozpoznawalnych i parodiowanych okładek w historii muzyki.
I na koniec: nie sądzę, żeby coś tak doskonałego jak ‘Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band’ miało kiedykolwiek znowu powstać. Nie ten czas, okoliczności, splot wydarzeń, oraz nie ta liga – dzisiaj trudno znaleźć na płycie jeden dobry kawałek, a co dopiero 13 genialnych. A to wszystko powstało 43 lata temu, na archaicznym, analogowym sprzęcie, gdzie sampling i loop to był zapętlony kawałek magnetycznej taśmy a muzycy, którzy go nagrali żarli LSD na śniadanie, obiad, kolację i zupełnie nie dietetycznie, na noc…
Dziś dzień matki, z tej to okazji posłuchamy sobie traumatycznej piosenki Johna Lennona ‘Mother’. Pierwsza to standardowa wersja z ‘John Lennon/Plastic Ono Band’ ale bez bicia dzwonów na początku. Druga to koncertowa z Madison Square Garden.
23 maja o godzinie 19.00 czasu amerykańskiego rozpocznie się na kanale ABC dwugodzinne podsumowanie całego serialu ‘Zagubieni’ a o 21.00 prawie 2 godzinny odcinek finałowy. O 23.00 wyemitowany zostanie specjalny program Jimmy’ego Kimmela pod tytułem ‘Jimmy Kimmel Live: Aloha to Lost’ w którym pokazane zostaną trzy alternatywne zakończenia serialu połączone z dyskusją o fabule.
Mam nadzieję, że finał serialu mnie i innych namiętnie oglądających nie rozczaruje i 6 letnie śledzenie fabuły nie pozostawi niesmaku: szósty sezon budzi trochę mieszane uczucia (zwłaszcza po przenoszeniach w czasie w doskonałym, piątym sezonie…) ale ciągle mam nadzieję, że scenarzyści inteligentnie pozamykają wszystkie wątki, rozwiążą (przynajmniej część…) męczących niejasności i godnie zakończą tą serialową historię…
Tak proszę Państwa: oznajmiam wszem i wobec, że dziś przełamałem złą passę i pierwszy raz w życiu trafiłem coś w Lotto. Wychodzi na to, że można.
Przy okazji poszperałem w pamięci i wychodzi na to, że dwa razy w życiu coś wygrałem: raz płytę CD ‘1‘ The Beatles od Wojciecha Jagielskiego w konkursie Radia Zet (kiedy jeszcze puszczali tam muzykę i dało się czasem słuchać…), drugi raz dla odmiany płytę CD ‘Yellow Submarine Songtrack‘ The Beatles w konkursie Fantastyki.
Co prawda były to nagrody pocieszenia, bo w pierwszym przypadku główną wygraną była tygodniowa wycieczka z osobą towarzyszącą do Liverpoolu, a w drugim bodajże weekend w Londynie ze zwiedzaniem miejsc związanych z Wielką Czwórką.
Tak okrutnie los sobie ze mną pogrywa…
Muszę intensywnie pomyśleć, na co przeznaczę wygraną…
Dziś przeczytałem, że słynny teledysk Michaela Jacksona do piosenki ‘Thriller’ został uznany najważniejszym klipem w historii muzyki pop. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie reszta listy:
1. Thriller – Michael Jackson
2. Here It Goes Again – OK Go
3. …Baby One More Time – Britney Spears
4. Take On Me – A-Ha
5. Hurt – Johnny Cash
6. Bohemian Rhapsody – Queen
7. Around the World – Daft Punk
8. Weapon of Choice – Fatboy Slim
9. Sledgehammer – Peter Gabriel
10. Sabotage – Beastie Boys.
A ja się pytam, gdzie ‘Free As A Bird’ Beatlesów?!
Cofnijmy się 15 lat.
Piosenkę ‘Free As A Bird’ znałem jak chyba każdy, z bootlegów. Wiedziałem, że to demo z taśmy nagranej w 1977 roku kiedy Lennon mieszkał w Nowym Yorku, w Dakota House. Brzdąkanie na pianinie, prosta i ładna melodia z typowo Lennonowskim tekstem. Brzmiało to tak:
Nadeszły lata dziewiećdziesiąte a wraz z nimi projekt ‘The Beatles Anthology’: monumentalna 10 godzinna opowieść o największym zespole w historii muzyki opowiedziana przez samych muzyków – wykorzystano do tego archiwalne materiały video i audio z różnych lat oraz komentarze członków zespołu zarejestrowane na potrzeby dokumentu. Aby jeszcze bardziej rozpętać ponowną beatlemanie postanowiono wydać 3 podwójne albumy któe miały zawierać odrzuty z różnych sesji, niewydane nigdy piosenki, oraz wersje alternatywne piosenek znanych z płyt studyjnych. Koniem pociągowym każdego albumu miały być trzy nowe piosenki zarejestrowane przez zespół The Beatles: ‘Free As A Bird’, ‘Real Love’ oraz ‘Now And Then’. Ostatecznie zrealizowano tylko dwie pierwsze. Wszystkie ich dema znajdowały się na starej kasecie nagranej w 1977 roku o której już pisałem…
Pamiętam doskonale artykuły w gazetach z tego okresu, część ich z nich mam zresztą do dziś: „nieżyjący od 15 lat John Lennon zaśpiewa razem z resztą zespołu w dodatku nową piosenkę!„. „Po 25 latach od rozpadu znowu razem!„, „Beatlesi znowu nagrywają!„. Tak, to było wydarzenie.
‘Free As A Bird’, całkiem nową piosenkę zespołu The Beatles usłyszano pierwszy raz w BBC Radio 1 20 listopada 1995 roku, a 4 grudnia 1995 roku ukazał się singiel który przez 8 tygodni pozostawał na liście, zajmując drugie miejsce w Wielkiej Brytanii. Pierwsze miejsce zajmował ‘Earth Song’ Michaela Jacksona – tak, tego od najlepszego teledysku…
We ‘Free As A Bird’ zaśpiewali i zagrali razem wszyscy czterej Beatlesi. Do monofonicznej, bardzo złej jakości demo wersji Lennona ze starej kasety magnetofonowej z 1977 roku, trójka żyjących Beatlesów dograła na nowo nowe aranżacje, to i owo w tekście dorzucił Paul McCartney, uroczą, urywaną solówkę wymyślił i zagrał George Harrison. Pobębnił a jakże Ringo. 15 lat temu technika nie pozwalała na to co dzisiaj może zrobić prawie każdy we własnym domu, więc cały zabieg był mocnym wyzwaniem. Produkcją nagrania nie zajął się George Martin, ale znany z zespołu Electric Light Orchestra, Jeff Lynne.
Tak, ‘Free As A Bird’ trochę brzmi jak ELO, a w zasadzie jak ELOBeatles. Reżyserem teledysku był Joe Pytka (pan który reżyserował Space Jam) a producentem Vincent Joliet. Klip mocno odbiega od dzisiejszych standardów video (czyli użelowane po zęby, na wpół nagie wywijające dupami beztalencia, względnie bełkoczące murzyny w za dużych ciuchach, machające rękami): jest wyjątkowy jak cały projekt Antologii. Pokazuję karierę Beatlesów począwszy od Cavern Club a na zebrze na Abbey Road kończąć. Każda sekunda klipu dla fana Fab Four jest prawdziwą ucztą, bo zawiera smaczki, ciekawostki, zdjęcia, oraz aluzję z piosenek, wydarzeń i tekstów zespołu. Czego tam nie ma: Mersey, Doki, Strawberry Fields, Penny Lane, Foliowa Pamela, okładki Antologii, policjanci w szeregu, świnie, papierowa taksówka, Bungalow Bill i jego słoń, żywa okładka Pieprza, Stu Sutcliffe, grób Eleanor Rigby i ojciec Mackenzie, Głupek na wzgórzu, długa i kręta droga, autobus z Magical Mystery Tour i dziesiątki innych, beatlesowskich rzeczy. Wszystko to się rusza, obraca, kręci i żyje.
Trudno w to dziś uwierzyć, ale można było go obejrzeć na MTV czy VIVA – naprawdę! Pamiętam jak czekałem pół dnia żeby go nagrać na video – i pewnie nie tylko ja… I chociaż wiem, że rankingi, zwłaszcza muzyczne, w dzisiejszszych czasach są o kant zadka potłuc, to jednak pominięcie takiego ‘Free As A Bird’… Eh…
Poniżej teledysk, trochę Electric Light Orchestra, ale to naprawdę prawdziwa, pierwsza po 25 latach od rozpadu piosenka Beatlesów, jak za starych, dobrych czasów. A wszystko to miało początek gdzieś w Nowym Yorku, przy Central Parku, w starej, prawie 100 letniej kamienicy, w 1977 roku…
Aha!
15 lat temu nie było tak łatwo, dziś macie jak na tacy każdy element, nic tylko zgadywać i sprawdzać tutaj.