Równy rok temu miał premierę remasterowany katalog The Beatles. Co miałem do powiedzenia wtedy, na gorąco po kilkugodzinnym obcowaniu ze stereo boxem na dzień przed jego światową premierą możecie poczytać tutaj.
Dziś po roku, na spokojnie, mogę powtórzyć za Piotrem Metzem, że stare wydania z 1987 roku spokojnie można wrzucić do kosza. Oczywiście nie zrobię tego, będą leżeć sobie na półce i tam pewnie już zostaną na pamiątkę, strasząc tymi obskurnymi, plastikowymi pudełkami i nędzną oprawą graficzną ubogich książeczek. Przez ten rok sięgnąłem po nie tylko kilka razy, głównie po to, by porównać, jak bardzo mizernie i nędznie brzmią i wyglądają te wydawnictwa w porównaniu do tego co świat mógł usłyszeć i zobaczyć 9.9.2009 kiedy to znów w radiu, telewizji i gazetach na nowo zapanowała beatlemania.
Ale beatlesowskie przedstawienie musi trwać: 18 października 2010 roku (w USA dzień później) będą mieć premierę dwa kolejne, zremasterowane albumy The Beatles – „1962-1966″ (zwany ze względu na czerwoną okładkę „czerwonym albumem”) oraz „1967-1970″ (zgadnijcie jak się mówi na niego skoro jest niebieski?). Oba wydawnictwa zostały zremasterowane przez ten sam zespół inżynierów EMI, działających w studiach Abbey Road, który pracował nad boxami stereo i mono. „Red” i „Blue” to zwykłe składanki najlepszych piosenek, głównie z singli, na winylu ukazały się w 1973 roku, w wersji CD w 1993.
EMI jest pazerna i jak znam życie, niedługo będziemy mogli kupić remasterowane wersję albumu „Live At The BBC” (ukazał się w 1994, więc od dzisiejszych technik studyjnych dzieli go przepaść…), to samo pewnie stanie się z 3 częściami „Antologii” (każda po 2 CD). Nie mam naturalnie nic przeciwko
„Yellow Submarine Songtrack” z 1999 r. i „1″ z 2000 r. brzmią do dziś fantastycznie i były nowocześnie remasterowane, ale kto tam wie…
Było by do kompletu prawda?
Co dalej?
Album „Love” z 2006 r. który powstał jako ścieżka dźwiękowa do spektaklu grupy „Cirque du Soleil” wystawianego w Las Vegas, składa się piosenek The Beatles rozłożonych na poszczególne ślady (bas, gitara, wokal, chórki, efekty) i złożonych i pomiksowanych na nowo (o moich wrażeniach z premiery sprzed prawie 4 lat możecie poczytać tutaj).
Już się domyślacie co jeszcze może zrobić EMI?
Tak, rozłożyć klasyczne albumu, od „Please Please Me” po „Let It Be” na czynniki pierwsze, każdy ślad czy instrument oczyścić i zmiksować to na nowo… Skoro z „Love” oraz „Yellow Submarine Songtrack” (przy okazji robienia dźwięku do filmu w 5.1) mogli, to czemu by nie, prawda?
Z żalem ale i pewną radością mogę chyba stwierdzić, że nie dane mi będzie zapewne nigdy położyć na półce sporych rozmiarów czarnego, ładnego pudełka z charakterystycznym logiem, w czeluściach którego spoczywało by sobie spokojnie 26 pięknie brzmiących albumów (od „Please Please Me” po „Love”) a ja zamknąłbym jego wieczko, oddychajac z ulgą, że mam całą, ostateczną, monolityczną dyskografię zespołu The Beatles.
Bo gdzieś w Londynie paru starszych panów w drogich garniturach, siedzących w przytulnym gabinecie, bezustannie myśli nad tym, co by tu jeszcze wydać (i na czym…) i zarobić na tym kolejne pieniądze…
I tak sobie żyjemy razem w symbiozie, robiąc miejsce na półce…
Lubię i zbieram covery Beatlesów. Mam w tej grupie kolekcję rzeczy dziwnych (np. ‘Love Me Do’ wyszczekane przez psy…), ciekawych (np. ‘I Am The Walrus’ śpiewane przez szurniętego Dixiego z ‘Million Dollar Hotel’), czy szokujących (jak ‘Eleanor Rigby’ w wersji zespołu ‘Godhead’). Są też rzeczy niebezpiecznie zbliżające się do jakości oryginału (bo jakoś nie trafiłem póki co na cover piosenki który by był lepszy od oryginału Fabsów….)
Trafiam też od czasu do czasu na rzeczy co do których mam odrobinę mieszane uczucia i nie wiem jak do nich podejść. Takim czymś jest np. cover ‘While My Guitar Gently Weeps’ Carlosa Santany. To nowa wersja utworu Beatlesów, pochodząca z nowej płyty (która wyjdzie 20 września 2010 r.) Santany zatytułowanej ‘Guitar Heaven: The Greatest Guitar Classics Of All Time’ z gościnnym udziałem India Arie i Yo-Yo Ma. Niby fajne, ale kurde coverować tak Santanowo jedną z najlepszych piosenek Harrisona?! Jakoś mi się nie godzi… A Wam jak się podoba?
I dla porównania wersja akustyczna i studyjna z ‘Białego Albumu’ (gdzie solo gitarowe gra sam Eric Clapton):
Pewnie większość z Was ulubioną piosenkę zmienia cztery razy do roku, ja jestem stały w uczuciach i od lat moim niezmiennym faworytem jest ‘I Am The Walrus’ wiadomego zespołu. I o tym dziś będzie
Piosenka ukazała się na mocno niestety niedocenianym albumie (na początku to był zbiór dwóch singli tzw. EPka) ‘Magical Mystery Tour’ oraz automatycznie w filmie o tym samym tytule w 1967 roku. Jest to w zasadzie miks trzech piosenek nad którymi pracował wówczas John Lennon. Tytułowy mors pochodzi z książki ‘Po drugiej stronie lustra’ (czyli kontynuacji ‘Alicji w krainie czarów’ (czy też dziwów… )) Lewisa Carrolla. Jeśli chcecie wiedzieć jak wyglądał on na oryginalnej ilustracji z 1871 roku z pierwszego wydania książki to odsyłam do Wikipedii.
Geneza powstania tekstu jest prosta: autor dowiedział się z listu od swojego przyjaciela z lat szkolnych Petera Shottona, że na zajęciach w szkole do której uczęszczał (Quarry Bank High School) nauczyciel angielskiego analizuje beatlesowskie piosenki. To mocno go rozbawiło i po napisaniu tekstu odpisał do Petera: „Let the fuckers work that one out!” czyli w wolnym tłumaczeniu „Niech te łobuzy teraz się w tym połapią, ha!”. Tekst ‘I Am The Walrus’ jest ciężko przetłumaczalny: jest to gra słów, wieloznaczność, zabawa w skojarzenia i dobór słów by dobrze ze sobą brzmiały (posłuchajcie jak Lennon śpiewa „See how they smile like pigs in a sty„, „Semolina pilchard climbing up the Eiffel tower” albo „Expert, texpert choking smokers don’t you think the joker laughs at you” – Mickiewiczowski dwunastozgłoskowiec dla mnie brzmi przy tym jak wybełkotana dziecięca wyliczanka…
Ciekawostki:
Piosenka zaczyna się imitacją syren policyjnych. Pierwsze dwa wersy autor napisał (jak sam mówił w wywiadzie w 1980 roku) mocno znieczulony LSD. Stąd pewnie wers „See how they fly like Lucy in the sky” odwołujący się oczywiście do piosenki “Lucy in the Sky with Diamonds” której motywem przewodnim na pewno nie jest pływanie barką… Opadnięte majteczki z tekstu piosenki były słabo przyjmowane w pruderyjnej państwowej BBC gdzie „Mors” raczej za często puszczany nie był… „I Am The Walrus” jest pierwszą piosenką zespołu nagraną po śmierci managera The Beatles, Briana Epsteina. Słynne „Ho-ho-ho, hee-hee-hee, ha-ha-ha„, „oompah, oompah, stick it up your jumper!” oraz „everybody’s got one” śpiewa The Mike Sammes Singers. Najciekawszą rzeczą jest końcówka: głosy w tle to słuchowisko „Król Lear” Szekspira (akt IV, scena VI, w której umiera Oswald) nagrana bezpośrednio z radia AM i wmiksowane w piosenkę przez Georga Martina (który także dodał orkiestrację, a jest to piękny przykład jak umiejętnie można w rockowy song wpleść orkiestrę z chórem…). W „Morsie” usłyszeć można też inne głosy – 2:26 minuta nagrania słychać zdanie: „Now, good sir” „man, made tame to fortune’s” i „good pity”. Szaleństwo…
„I Am The Walrus” w przyrodzie występuje w kilku wersjach i miksach, najważniejsze to to, znane oczywiście z EP-ki z 1967 roku, oraz z CD „Magical Mystery Tour” z 1987 roku. Obie mają ciekawostkę: smyczki w 2:03 minucie oraz imitacja policyjnych syren z początku są tylko w jednym kanale oraz w związku z tym, że „Król Lear” był w mono i nagrywany w locie z radia, końcówka piosenki też jest w mono. W 1996 roku wyszła „Anthology 2” gdzie możemy usłyszeć take 16 (nagrany 5 września 1967 roku) „I Am The Walrus” bez orkiestracji, Szekspira, chórków i gdzie Lennon fałszuje linijkę „Yellow matter custard„. W 2003 roku przy okazji wydania Antologii na DVD zmiksowano w stereo całą piosenkę (oprócz cześci z „Króla Leara”). Wersja z 2006 roku z „Love” jest pierwszym miksem piosenki w całości w stereo (gdzie wykorzystano oryginalną taśmę ze słuchowiskiem przy kompilacji) oraz dodatkowo zaczyna się cudnym naliczaniem i kaszlnięciem Georga Martina.
Z fajnych rzeczy jest dostępny także bootleg „Walrus, Eggman & Pinguin’s” gdzie mamy 17 wersji „I Am The Walrus”. Okładka i tracklistę możecie zobaczyć tutaj. Generalnie jest to już rzecz dla zboczeńców – ja bootlega akurat bardzo lubię…
Co jeszcze?
Video wycięte z filmu „Magical Mystery Tour”:
Oryginalny tekst piosenki:
I Am The Walrus (Lennon/Mc Cartney)
I am he as you are he as you are me
and we are all together
See how they run like pigs from a gun
see how they fly
I’m crying
Sitting on a cornflake
Waiting for the van to come
Corporation T-shirt, stupid bloody Tuesday
Man you’ve been a naughty boy
you let your face grow long
I am the eggman
they are the eggmen
I am the walrus
Goo goo g’ joob
Mr. city policeman sitting
pretty little policemen in a row
See how they fly like Lucy in the sky
See how they run
I’m crying
I’m crying, I’m crying
Yellow matter custard
Dripping from a dead dog’s eye
Crabalocker fishwife
Pornographic priestess
Boy, you’ve been a naughty girl
you let your knickers down
I am the eggman
They are the eggmen
I am the walrus
Goo goo g’ joob
Sitting in an English garden
waiting for the sun
If the sun don’t come you get a tan
from standing in the English rain
I am the eggman
They are the eggmen
I am the walrus
Goo goo g’ joob
Expert, texpert choking smokers
don’t you think the joker laughs at you
See how they smile like pigs in a sty
See how they snide
I’m crying
Semolina pilchard
climbing up the Eiffel tower
Elementary penguin singing Hare Krishna
Man, you should have seen them kicking
Edgar Allan Poe
I am the eggman
They are the eggmen
I am the walrus
Goo goo g’ joob
Goo goo g’ joob
Goo goo g’ goo
goo goo g’ joob goo
juba juba juba
juba juba juba
juba juba juba juba
juba juba
Dla ciekawskich oryginał Króla Leara który słychać w „I Am The Walrus:
King Lear Act Four, Scene 6, lines 249-259:
Oswald: Slave, thou hast slain me. Villain, take my purse.
If ever thou wilt thrive, bury my body
And give the letters which you find’st about me
To Edmund, Earl of Gloucester. Seek him out
Upon the English party. O, untimely death!
Death! [He dies]
Edgar: I know thee well: a serviceable villain,
As duteous to the vices of thy mistress
As badness would desire.
Gloucester: What, is he dead?
Edgar: Sit you down, father. Rest you. [Gloucester sits.]
A to moje tłumaczenie piosenki (ma jakieś 10 lat i zupełnie z niego nic nie wynika – taki urok )
‘Jestem Morsem’ (Lennon/McCartney)
Ja jestem, on jest jak ty, on jest jak ty jesteś mną a my jesteśmy wszyscy razem.
Zobacz jak oni biegną, jak świnie z karabinu – zobacz jak lecą!
Ja płaczę.
Siedzę na ziarenku kukurydzy – czekam na ciężarówkę która ma przyjechać.
Korporacyjna koszulka, głupi krwawy wtorek,
gościu byłeś niegrzecznym chłopcem,
pozwoliłeś twojej twarzy się wydłużyć.
Jestem jajcarzem, oni są jajcarze – jestem morsem!
Idddź idddź idddź idddź praaaaaaacować.
Miejski policjant, mały śliczny policjant w szeregu.
Zobacz jak oni latają jak Lucy na niebie – zobacz jak biegną!
Ja płaczę – ja płaczę ja płaczę.
Żółta ropa sączy się z oczu martwego psa
Rybia żono kluczokraba, pornograficzna księżniczko,
chłopcze byłeś niegrzeczną dziewczynką,
pozwoliłeś by twoje majteczki opadły.
Jestem jajcarzem, oni są jajcarze – jestem morsem!
Idddź idddź idddź idddź praaaaaaacować.
Siedzę w angielskim ogrodzie,
czekam aż wzejdzie słońce,
jeśli nie wyjdzie opale się
od stania w angielskim deszczu…
Jestem jajcarzem, oni są jajcarze – jestem morsem!
Idddź idddź idddź idddź praaaaaaacować
Ekspercie ekszuchwały zadławiony dymami,
nie uważasz, że błazny wyśmiewają cię?
Ha ha ha!
Zobacz jak oni się śmieją, jak świnie w chlewie,
Patrz jak ryczą!
Ja płaczę.
Grysik sardelkowy wspina się jak wieża Eiffela.
Główny pingwin śpiewa Hare Krishna,
Gościu możesz wyobrazić sobie skopanego
Edgarda Allena Poe.
Jestem jajcarzem, oni są jajcarze – jestem morsem!
Idddź idddź idddź idddź praaaaaaacować
Idddźidddźidddźidddźpraaaaaaacować
I dla odmiany tłumaczenie Wojciecha Manna które ukazało się kiedyś w „Dużym formacie”. Z niego również nic nie wynika, poza tym, że z pana Wojtka niezły poeta :
‘Jestem Morsem’ (Lennon/McCartney)
Ja to on jak ty to on jak ty to ja a także wszyscy razem
Patrz, pędzi tu grad świń z obu luf, patrz, lecą tam
Ja płaczę.
Siedzę na talerzu, czekam, aż przyjedzie żuk
Nadruk na koszulce, głupia ta niedziela
Oj, niegrzeczny z ciebie gość, coś ci urosła twarz
Ja jestem jajcarz, oni jajcarze
Ja jestem morsem, goo goo g’joob.
Siadł policjant koalicjant
Ustawili się gliniarze w rząd.
Lecą ci dwaj jak lucy in the sky, patrz pędzą tam
Ja płaczę, ja płaczę.
Ja płaczę, ja płaczę.
Jakąś żółtą mazią broczy z oka martwy pies
Krababa z rybnego, pornoświątobliwa
Oj, niegrzeczna panno, oj, patrz, majtki spadły ci
Ja jestem jajcarz, oni jajcarze
Ja jestem morsem, goo goo g’joob.
W angielskim ogrodzie czekam na słoneczny świt
I bez słońca też coś strzaska cię
Na przykład ten angielski deszcz
Ja jestem jajcarz, oni jajcarze
Ja jestem morsem, goo goo g’joob.
Ekspert tekspert pali faję
Popatrz, joker z ciebie śmieje się
Wypełnia chlew ten świński ich śmiech
Paskudny dość.
Ja płaczę.
Budyniowa rybka już na wieżę Eiffla wlazła
Całkiem zwykły pingwin śpiewa Hare Kriszna
Nie wiem, co im zrobił biedny Edgar Allan Poe
Ja jestem jajcarz, oni jajcarze
Ja jestem morsem, goo goo g’joob.
Myślę, że słuchałem jej w życiu setki razy. I ciągle mam ochotę…
To czy ‘Sgt. Pepper’ to pierwszy koncept album czy nie, nie ma żadnego znaczenia. W zestawieniu najpiękniejszych całościowo płyt może równać się z nim jedynie ‘The Wall’, ‘Dark Side Of The Moon’ i może jeszcze parę innych. Wychwalane i stawiane na równi przez innych ‘Pet Sounds’ Beach Boysów według mnie brzmi przy nim (z całym szacunkiem…) jak zestaw polifonicznych dzwonków komórkowych…
‘Sierżant’ został sklasyfikowany w 2003 roku przez magazyn Rolling Stone na pierwszym miejscu w rankingu ’500 najlepszych i najważniejszych albumów wszech czasów’. Był pierwszą płytą na której zostały wydrukowane teksty utworów. Był pierwszą płytą jaką pamiętam z dzieciństwa. Był pierwszą płytą Beatlesów która potrafiłem rozróżnić po okładce a ‘Lucy in the Sky with Diamonds’ była pierwszą piosenką którą potrafiłem zaśpiewać mając bodajże 4 lata (zapytam mamy jeśli to was interesuje…)
Muzycznie piękny, do dziś zestaw tych 13 utworów zachwyca i zadziwia misterią, tekstami i warstwą muzyczną więc jaki szok musieli przechodzić ludzie kiedy 1 czerwca 1967 roku usłyszeli go oficjalnie w całości?
Nie mnie oceniać płytę, zrobiło to i będzie robić w dalszym ciągu tysiące ludzi, ja ją tylko podsumuję. Czego tu nie mamy! Mocny, prawie hardrockowy utwór tytułowy, z fikcyjną Orkiestrą Sierżanta Pieprza, śliczne ‘With A Little Help From My Friends’ (mimo niespecjalnych walorów wokalnych Ringa i tego, że wersja Joe Cockera w ogóle mnie nie przekonywuje.). ‘Lucy in the Sky with Diamonds’ gdzie do dziś mało kto wierzy (w tym i ja…) o gorących zapewnieniach autora tekstu, że jest to piosenka o pani ze szkolnego rysunku syna… A takie ‘Getting Better’? Hinduskie ‘Within You, Without You’ w całości napisany przez George’a Harrisona to jeden z pierwszych przykładów wykorzystania takiej muzyki w kulturze popularnej. Piosenki ‘Being For The Benefit Of Mr. Kite!’ bałem się słuchać kiedy byłem mały, ta atmosfera cyrku była trochę za bardzo uwypuklona A takie ‘When I’m Sixty-Four’ napisał 24 letni facet, dziwne nie? I proszę państwa końcówka: ‘Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (Reprise)’ przechodzące w zbanowane w BBC (rzekomo za narkotyki w wersie ‘i d love to turn you on‘…) ‘A Day In The Life’ to finał finałów. Zresztą jeśli reszta piosenek na ‘Sierżancie’ była by słaba to samo ‘A Day In The Life’ z tekstem z gazet o dziurach i wypadku wystarczyła by, by uznać tą płytę za genialną…
Reszta ukrytych przekazów (zapętlone głosy i śmiechy, żonglowanie prędkością taśmy, dźwięk 15 000 Hz i dziesiątki innych smaczków…) stanowi li i jedynie o wielkości tej płyty. Nawet brak Hitlera i Jezusa na okładce, i legenda miejska o napisie BEATLES z marihuany nie przeszkadza temu, że jest ona jedną z najbardziej sławnych, rozpoznawalnych i parodiowanych okładek w historii muzyki.
I na koniec: nie sądzę, żeby coś tak doskonałego jak ‘Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band’ miało kiedykolwiek znowu powstać. Nie ten czas, okoliczności, splot wydarzeń, oraz nie ta liga – dzisiaj trudno znaleźć na płycie jeden dobry kawałek, a co dopiero 13 genialnych. A to wszystko powstało 43 lata temu, na archaicznym, analogowym sprzęcie, gdzie sampling i loop to był zapętlony kawałek magnetycznej taśmy a muzycy, którzy go nagrali żarli LSD na śniadanie, obiad, kolację i zupełnie nie dietetycznie, na noc…
Dziś dzień matki, z tej to okazji posłuchamy sobie traumatycznej piosenki Johna Lennona ‘Mother’. Pierwsza to standardowa wersja z ‘John Lennon/Plastic Ono Band’ ale bez bicia dzwonów na początku. Druga to koncertowa z Madison Square Garden.
Słyszycie czasem jakąś piosenkę i macie wrażenie, że jakąś jej część bądź dłuższy fragment już kiedyś gdzieś słyszeliście (co niestety w dzisiejszych czasach jest dosyć częstym zjawiskiem…)?
Z pomocą przychodzi serwis www.whosampled.com w którym możemy po podaniu wykonawcy bądź tytułu piosenki zobaczyć jakie sample (i przede wszystkim: czyje…) zostały w niej użyte.
I tak np. po wpisaniu The Beatles możemy zobaczyć na dzień dzisiejszy coś takiego:
Wygląda nieźle prawda?
Oczywiście nie ma tutaj wszystkiego, jednak Who Sampled ciągle się rozwija dzięki coraz większej ilości aktywnych użytkowników.
W serwisie oprócz tak podstawowych rzeczy jak album, piosenka, gatunek, rok wydania czy nazwa wytwórni, możemy obejrzeć i wysłuchać również porównywane utwory dzięki osadzeniu treści z You Tube a także bezpośrednio (dzięki linkom) kupić je w Amazon, eBay, iTunes i pochodnych. Świetna rzecz.
No i dla mnie najciekawsze: dzięki stronie możemy także znaleźć i posłuchać covery – owszem kombinacja Google, YouTube i odpowiednio dobranych słów kluczowych też to umożliwia, jednak Who Sampled jest dużo wygodniejszy.
Polecam, naturalnie nie tylko do wyszukiwania The Beatles…
Pod koniec 2009 roku do angielskich kin trafił film opowiadający o latach młodości Johna Lennona, jego relacjach z matką i opiekującą się nim ciotką oraz oczywiście wczesnych początkach The Quarrymen (czy też Quarry Men…) przemianowanych później na The Silver Beetles a na koniec na The Beatles.
Tyle o fabule filmu bo niestety póki co nie trafił on do oficjalnej dystrybucji w Polsce (pytanie, czy w ogóle trafi).
Razem z filmem, jak to w dzisiejszych czasach bywa, wyszedł soundtrack – wersja jedno płytowa, zawierająca 18 utworów które można usłyszeć w filmie (wierze na słowo póki co…) oraz wersja dwu płytowa, w której oprócz 18 utworów można usłyszeć kolejne 15 „inspired by motion pictures” czyli generalnie zapychacze żeby po raz kolejny wytwórnia sprzedała to samo. Sony Music słynie z czegoś takiego…
Co do filmu to zobaczymy, natomiast soundtrack słucha się rewelacyjnie co robię namiętnie od ponad tygodnia. 6 spośród 18 piosenek to utwory w wykonaniu The Nowhere Boys (czyli filmowego The Quarrymen (czy też Quarry Men…)) a w nich rewelacyjne jak dla mnie ‘That’ll Be The Day’ oraz ‘Maggie May’. Pozostałe to hity z końca lat pięćdziesiątych i początku sześćdziesiątych w wykonaniu Jerry Lee Lewisa, Dickie Valentines (kapitalne ‘Mr Sandman’ które mogliśmy posłuchać np. w filmie „Powrót Do Przyszłości’), Elvisa Presleya, Gene Vincent And The Blue Caps i parę innych.
Ostatnim utworem z płyty jest ‘Mother’ Johna Lennona (wersja którą pierwszy raz oficjalnie mogliśmy usłyszeć w 1998 roku kiedy wyszedł boks ‘John Lennon Anthology’). Jak widać producentom filmu udało się to i owo z Yoko Ono wytargować…
Zasadniczo polecam, soundtrack jest doskonałym przykładem, że dzisiejszych czasach coś ciekawego w tym nudnym do granic obrzydzenia gatunku się trafi.
Dziś przeczytałem, że słynny teledysk Michaela Jacksona do piosenki ‘Thriller’ został uznany najważniejszym klipem w historii muzyki pop. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie reszta listy:
1. Thriller – Michael Jackson
2. Here It Goes Again – OK Go
3. …Baby One More Time – Britney Spears
4. Take On Me – A-Ha
5. Hurt – Johnny Cash
6. Bohemian Rhapsody – Queen
7. Around the World – Daft Punk
8. Weapon of Choice – Fatboy Slim
9. Sledgehammer – Peter Gabriel
10. Sabotage – Beastie Boys.
A ja się pytam, gdzie ‘Free As A Bird’ Beatlesów?!
Cofnijmy się 15 lat.
Piosenkę ‘Free As A Bird’ znałem jak chyba każdy, z bootlegów. Wiedziałem, że to demo z taśmy nagranej w 1977 roku kiedy Lennon mieszkał w Nowym Yorku, w Dakota House. Brzdąkanie na pianinie, prosta i ładna melodia z typowo Lennonowskim tekstem. Brzmiało to tak:
Nadeszły lata dziewiećdziesiąte a wraz z nimi projekt ‘The Beatles Anthology’: monumentalna 10 godzinna opowieść o największym zespole w historii muzyki opowiedziana przez samych muzyków – wykorzystano do tego archiwalne materiały video i audio z różnych lat oraz komentarze członków zespołu zarejestrowane na potrzeby dokumentu. Aby jeszcze bardziej rozpętać ponowną beatlemanie postanowiono wydać 3 podwójne albumy któe miały zawierać odrzuty z różnych sesji, niewydane nigdy piosenki, oraz wersje alternatywne piosenek znanych z płyt studyjnych. Koniem pociągowym każdego albumu miały być trzy nowe piosenki zarejestrowane przez zespół The Beatles: ‘Free As A Bird’, ‘Real Love’ oraz ‘Now And Then’. Ostatecznie zrealizowano tylko dwie pierwsze. Wszystkie ich dema znajdowały się na starej kasecie nagranej w 1977 roku o której już pisałem…
Pamiętam doskonale artykuły w gazetach z tego okresu, część ich z nich mam zresztą do dziś: „nieżyjący od 15 lat John Lennon zaśpiewa razem z resztą zespołu w dodatku nową piosenkę!„. „Po 25 latach od rozpadu znowu razem!„, „Beatlesi znowu nagrywają!„. Tak, to było wydarzenie.
‘Free As A Bird’, całkiem nową piosenkę zespołu The Beatles usłyszano pierwszy raz w BBC Radio 1 20 listopada 1995 roku, a 4 grudnia 1995 roku ukazał się singiel który przez 8 tygodni pozostawał na liście, zajmując drugie miejsce w Wielkiej Brytanii. Pierwsze miejsce zajmował ‘Earth Song’ Michaela Jacksona – tak, tego od najlepszego teledysku…
We ‘Free As A Bird’ zaśpiewali i zagrali razem wszyscy czterej Beatlesi. Do monofonicznej, bardzo złej jakości demo wersji Lennona ze starej kasety magnetofonowej z 1977 roku, trójka żyjących Beatlesów dograła na nowo nowe aranżacje, to i owo w tekście dorzucił Paul McCartney, uroczą, urywaną solówkę wymyślił i zagrał George Harrison. Pobębnił a jakże Ringo. 15 lat temu technika nie pozwalała na to co dzisiaj może zrobić prawie każdy we własnym domu, więc cały zabieg był mocnym wyzwaniem. Produkcją nagrania nie zajął się George Martin, ale znany z zespołu Electric Light Orchestra, Jeff Lynne.
Tak, ‘Free As A Bird’ trochę brzmi jak ELO, a w zasadzie jak ELOBeatles. Reżyserem teledysku był Joe Pytka (pan który reżyserował Space Jam) a producentem Vincent Joliet. Klip mocno odbiega od dzisiejszych standardów video (czyli użelowane po zęby, na wpół nagie wywijające dupami beztalencia, względnie bełkoczące murzyny w za dużych ciuchach, machające rękami): jest wyjątkowy jak cały projekt Antologii. Pokazuję karierę Beatlesów począwszy od Cavern Club a na zebrze na Abbey Road kończąć. Każda sekunda klipu dla fana Fab Four jest prawdziwą ucztą, bo zawiera smaczki, ciekawostki, zdjęcia, oraz aluzję z piosenek, wydarzeń i tekstów zespołu. Czego tam nie ma: Mersey, Doki, Strawberry Fields, Penny Lane, Foliowa Pamela, okładki Antologii, policjanci w szeregu, świnie, papierowa taksówka, Bungalow Bill i jego słoń, żywa okładka Pieprza, Stu Sutcliffe, grób Eleanor Rigby i ojciec Mackenzie, Głupek na wzgórzu, długa i kręta droga, autobus z Magical Mystery Tour i dziesiątki innych, beatlesowskich rzeczy. Wszystko to się rusza, obraca, kręci i żyje.
Trudno w to dziś uwierzyć, ale można było go obejrzeć na MTV czy VIVA – naprawdę! Pamiętam jak czekałem pół dnia żeby go nagrać na video – i pewnie nie tylko ja… I chociaż wiem, że rankingi, zwłaszcza muzyczne, w dzisiejszszych czasach są o kant zadka potłuc, to jednak pominięcie takiego ‘Free As A Bird’… Eh…
Poniżej teledysk, trochę Electric Light Orchestra, ale to naprawdę prawdziwa, pierwsza po 25 latach od rozpadu piosenka Beatlesów, jak za starych, dobrych czasów. A wszystko to miało początek gdzieś w Nowym Yorku, przy Central Parku, w starej, prawie 100 letniej kamienicy, w 1977 roku…
Aha!
15 lat temu nie było tak łatwo, dziś macie jak na tacy każdy element, nic tylko zgadywać i sprawdzać tutaj.