Andrzej Kurek i Zdzisław Kamiński

29 09 2009

Przez 12 lat w piękny i pasjonujący sposób opowiadali o nauce i technice. Wykonywali na sobie doświadczenia, przebierali się w nurków, robotników, doktorów, latali samolotami i helikopterami. Dziś wypada 20 rocznica tragicznej śmierci Andrzeja Kurka i Zdzisława Kamińskiego – autorów najlepszego programu popularnonaukowego jaki kiedykolwiek był emitowany w telewizji – kultowej „Sondy”…



Bękarty wojny

27 09 2009

Lubię filmy Tarantino. W zalewie amerykańskiej tandety, patriotycznych bełkotów, remakeowanych chałtur, Quentin zawsze oferował coś co mocno wyróżniało go w jankeskim kinie. Czy to były ‘Wściekłe psy’, genialne ‘Pulp Fiction’ i ‘Cztery pokoje’, czy ‘Od zmierzchu do świtu’, jako reżyser bądź scenarzysta zawsze robił na mnie wrażenie.

Nawet ‘Kill Bill’ który niestety już nie tak bardzo podobał mi się jak reszta dzieł, był inny niż to co dotychczas można było obejrzeć w kinie (mimo prześmiewczego tonu i nieustannych odniesień do japońskiego kina karate i mangi.)

Najnowszy film Quentina ‘Bękarty wojny’ rozłożył mnie ponownie na łopatki jak 15 lat temu ‘Pulp Fiction’. Podział na rozdziały, przemoc, krew, dialogi, specyficzny humor, montaż, muzyka – to wszystko z czego Tarantino jest słynny i jest dla niego charakterystyczne – znowu mamy w potężnej i doskonałej dawce.

Sekwencja na farmie, Christoph Waltz jako Pułkownik SS Hans Landa, Brat Pitt jako Aldo Raine ze swoim amerykańskim akcentem i jego koledzy „włosi”, cała historia z Bękartami brutalnie mordującymi nazistów i ściągających im skalpy, Żyd-Niedźwiedź z baseballem, scena z malowaniem Hitlera, akcja w gospodzie i łysy barman, naziści w kinie, jak i alternatywna dla historii końcówka – to wszystko okraszone świetnymi dialogami, świetnym aktorstwem i hektolitrami krwi i przemocy – g e n i a l n e.

Musimy tylko wziąść pod uwagę, że to film Quentina Tarantino, pastisz na wojnę, czarna komedia i mały hołd dla ofiar nazizmu – część osób na sali chyba kinowej na seansie na którym byłem nie wzięła chyba tego pod uwagę. W każdym razie ja jestem zachwycony.

Ostatnia wypowiedziana w filmie ‘Bękarty wojny’ kwestia brzmi: „I may have finally made my masterpiece.„. Ja myślę, że to takie mrugnięcie okiem do widza i Quentin z czystym sumieniem może się pod tym podpisać… :)



Czterdziestolecie wydania “Abbey Road”

26 09 2009

26 września 1969 roku ukazał się album Abbey Road – ostatnia wspólnie nagrana płyta zespołu The Beatles. Zawiera 14 genialnych utworów – rzecz niesamowita – bo stworzyła je czwórka gości, których w tym czasie artystyczne oraz prywatne drogi rozchodziły się już na zawsze.

‘Come Together’ z abstrakcyjnym tekstem uważany jest za jeden z pierwszych utworów rapowych. ‘Something’ Frank Sinatra nazwał najlepszą piosenką miłosną, jaką ktokolwiek napisał – jest to też drugi (po ‘Yesterday’) najczęściej coverowany utwór Beatlesów. Paul McCartney nigdy tak nie krzyczał, jak w ‘Oh! Darling’ (no może w ‘Helter Skelter’…). Od ‘I Want You (She’s So Heavy)’ zaczął się tak naprawdę hard rock i to co potem robili Led Zeppelin i inni – jest to też piosenka podczas nagrywania której po raz ostatni w studiu razem spotkali się wszyscy czterej Beatlesi. Nawet druga (i ostatnia…) piosenka Ringo Starra pod szyldem The Beatles trzyma niezwykle wysoki poziom, tak samo jak końcowa suita która tak w zasadzie była zlepkiem kilku odrębnych piosenek brzmiących razem zaskakująco dobrze i spójnie. ‘The End’ z jedynym perkusyjnym solo w całej karierze bębniarza The Beatles i – jak przekonani są niektórzy – kwintesencją przesłania Wielkiej Czwórki w postaci tekstu ‘And in the end the love you take is equal to the love you make…‘… Nawet ‘Her Majesty’ wycięte z ‘Mean Mr Mustard’ a ‘Polythene Pam’ i wstawione na sam koniec po krótkiej ciszy brzmi na tej płycie nad wyraz godnie…

No i okładka legenda: ciekawe, czy tych czterech facetów przechadzających się rano, 8 sierpnia 1969 roku po zebrze niedaleko studia gdzie nagrywali większość swoich albumów zdawało sobie sprawę, że fotografia zrobiona przez Iaina Macmillana uczyni z tego zwykłego przejścia miejsce magiczne. 25 000$ kosztował na aukcji w 1986 roku Volkswagen Garbus z okładki. Człowiek nad głową Lennona, koło policyjnej furgonetki to amerykański turysta, Paul Cole (zmarł 13 lutego 2008 roku w wieku 96 lat…) który wybrał się tego dnia z żoną do muzeum w północnym Londynie i pytając policjanta o szczegóły przypadkiem znalazł się na zdjęciu. Widok z jego perspektywy na słynne przejście możemy obejrzeć w świetnym trailerze do gry ‘The Beatles Rock Band’.

Byłem na Abbey Road w styczniu 2007 roku i zapewniam, że dla fana Beatlesów przejście po zebrze na Abbey Road jest takim samym przeżyciem jak podróż do Mekki dla Muzułmanina czy Żydowska Ściana Płaczu…

Kilka sekund przed słynnym ujęciem, 8 sierpnia 1969, około godziny 10.00:

Okładka ‘Abbey Road’:

Ja na zebrze: :)

Trochę gadgetów:

I na koniec, kto jeszcze przechadzał się po najsłynniejszej zebrze świata: www.amiright.com/album-covers/abbey-road-parodies



Żałoba narodowa…

21 09 2009

Z całym szacunkiem dla śmierci 13 górników którzy zginęli w piątek rano w kopalni „Wujek-Śląsk” w Rudzie Śląskiej, ale o żałobach wprowadzanych przez najmniejszego z naszych prezydentów mam identyczne zdanie jak Martin Lechowicz…



DeLorean DMC-12

17 09 2009

Jakby ktoś miał kaprys kupić nowego DeLoreana DMC-12 (czyli filmowy wehikuł czasu z Back To The Future) to powinien odwiedzić odświeżoną stronę DeLorean Motor Company.

Samochód w podstawowej wersji kosztuje nieco ponad 57 000 a w wersji maksymalnie wyposażonej ponad 71 000$…

W polsce podobno jest kilka egzemplarzy (tych starych, produkowanych w latach 1981 – 1982), jeden z nich mogliśmy obejrzeć w debilnym filmie pt. Haker, czasem na Allegro bywają też ogłoszenia o wynajmie. Kilka sztuk na sprzedaż jest zawsze w ofertach na eBayu ale ceny również nie zachęcają…

Póki co muszę zadowolić się egzemplarzem firmy Welly, która to robi całkiem fajne modele tego (i nie tylko tego…) samochodu w czterech wersjach (stylizowanej na DeLoreana z każdej części trylogii + wersja podstawowa bez modyfikacji Emmeta Browna ;) ) w skali 1:24.

Do kupienia na Allegro…



Różnice w „Sierżancie” mono a stereo.

13 09 2009

Ukazanie się remasterowanych nagrań Beatlesów w mono i stereo jest doskonała okazją do wreszcie legalnego (Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band nigdy nie ukazał się w wersji mono na CD) porównania jak w zamierzeniu twórców pierwotnie brzmiała ta płyta.

Beatlesi w latach sześćdziesiątych większość swoich płyt realizowali w mono – radio nadawało w większości sygnał AM (modulowaniu w którym niemożliwe było uzyskanie dwóch kanałów), większość wydawnictw ukazywała się w mono a ludzie przyzwyczajeni byli do sprzętów z jednym głośnkiem. Całe to stereo wydawało się raczej ekstrawagancją niż potrzebą. Jednak George Martin z inżynierami dźwięku (już przeważnie bez Beatlesów…) robili później wersję stereo albumów – ukazywały się one na rynku równolegle do wersji mono. Reasumując: praktycznie wszystkie albumy (nie licząc Abbey Road który ukazał się tylko w stereo i od początku był tworzony z myslą o wersji stereo) które nagrał zaspół The Beatles z zamierzeniu podczas nagrywania, miksowania – ogólnie tworzenia – pierwotnie i oryginalnie tworzone było dla wersji mono! Do wesji stereo często używano innych ścieżek z wokalem, innych wersji instrumentalnych, czy też wzbogacane były one innymi efektami typowymi dla stereo (przechodzeniem dźwięku z jednego kanału w drugi).

Oczywiście Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band nie jest jedyną płytą która różni się wersją mono od wersji stereo. Tak się jednak złożyło, że to jedna z ich najsłynniejszych płyt a i różnice zauważone przez samych muzyków tworzących album są na tyle zauważalne, że warto dokładnie wsłuchać się w wersję stereo i mono. George Harrison i Ringo Starr nie lubili wersji stereo Sierżanta, uważali, że słychać tam za dużo dźwięków których nie było podczas nagrywania w studio. John Lennon poszedł dalej w opiniach, stwierdzając, że „jeśli nie słyszałeś tej płyty w mono, to nie słyszałeś jej wcale…

Jako, że nie posiadam już Peppera na winylu w wersji mono, poniżej przedstawię moje subiektywne opinie dotyczące odsłuchu remasterowanych wersji CD w mono i stereo – oczywiście na słuchawkach bo bez nich raczej nie było by tej zabawy :)
To zaczynamy:

  • 01. Sgt Pepper’s Lonely Hearts Club Band.
  • Dźwięk w wersji stereo jest troche „pełniejszy” ale to raczej efekt zabawy dźwiekiem ze zmianą po kanałach – głos Paula w jednym kanale głośniej zagłusza trochę instrumenty, gdzie w wersji mono wszystko brzmi „upakowanie”. Ogólnie różnice jakie można zauważyć wynikają raczej z możliwości podziału dźwięku na kanał lewy i prawy, poza trochę pełniej brzmiącą gitarą w wersjo mono od wersu: The one and only Billy Shears…

  • 02. With A Little Help From My Friends.
  • Tu już różnic jest zauważalnie więcej: przy przejściu Sgt. Pepper… w With A Litte Help… słychać zupełnie inny i dłużej brzmiący dźwięk „wiwatującego tłumu” w wersji mono który urywa się a w wersji stereo wycisza. W wersji mono ciszej słychać perkusję w tym momencie. Reszta utworu, w tym głos Ringo brzmi wg. mnie tak samo w obu wersjach.

  • 03. Lucy In The Sky With Diamonds.
  • Początkowe „pozytywkowanie” w wersji mono jest odrobinę wolniejsze, jednak największą różnica jest wokal Lennona – w wersji mono jest bardziej z echem, „drżący” – może dobitniej wytłumaczy to angielskie określenie jakie znalazłem odnośnie miksu wokalu w wersji mono: phasing is ADT with deliberate tape speed manipulation („flanging”) for a classic pyschedelic effect. Efekt jest, he he… W wersji mono nie słychać również słynnego załamania się głosu Lennona po frazie That grow so incredibly high… wynikającego chyba z łączenia róźnych wersji taśm z wokalem w wersji stereo. W wersji stereo głośniej i pełniej brzmi też refren i chórki śpiewające Lucy in the Sky with Diamonds .

  • 04. Getting Better.
  • Nie usłyszałem żadnych specjalnych różnic między wersjami mono i stereo – poza tymi wynikającymi z bawienia się kanałami w wersji stereo.

  • 05. Fixing A Hole.
  • Bez specjalnych różnic, poza dłuższym wyciszaniem wersji mono podczas którego słychać wydzieranie się Paula którego nie ma w wersji stereo.

  • 06. She’s Leaving Home.
  • Wersja mono jest szybsza, przez co jest krótsza o 10 sekund od stereo, która brzmi przez to bardziej leniwie i spokojnie. Orkiestracje w wersji stereo są odrobine głośniejsze podobnie jak chórki śpiewające She (We never though of ourselves).

  • 07. Being For The Benefit Of Mr. Kite!
  • Wersja mono posiada więcej efektów po frazie And of course Henry The Horse dances the waltz! z ciekawie brzmiącym efektem przed uderzeniem fortepianu (minuta i dwudziesta szósta sekunda nagrania).

  • 08. Within You Without You.
  • Początek w wersji stereo dłużej wybrzmiewa niż w wersji mono, jednak najważniejszą różnica jest inny odgłos śmiechu na samym końcu nagrania.

  • 09.When I’m Sixty-Four.
  • Wersja mono wydaje mi się odrobine wolniejsza od wersji stereo (o czym świadczy 2 sekundy różnicy między czasem trwania wersji mono i stereo). Jednak jest to prawie niewyczuwalne w porównaniu do She’s Leaving Home.

  • 10. Lovely Rita.
  • Jedyną chyba różnicą jest bardziej słyszalna fraza Johna Lennona believe it pod sam koniec nagrania.

  • 11. Good Morning Good Morninging.
  • Pianie koguta w wersji mono trwa zdecydowanie wolniej. Nagranie stereo jest dłuższe o parę sekund bo zawiera na samym końcu 10 powtórzeń Good morning good morning good (w wersji mono 9). Odgłos nagonki w wersji mono powoli wycisza się a w wersji stereo ucina.

  • 12. Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (reprise).
  • Kogut w wersji mono przycina się przed pierwszym brzmieniem gitary a w wersji stereo płynnie przechodzi w gitarę. W wersji mono przed odliczaniem słychać jakąś niezrozumiałą rozmowę (czego nie ma w wersji stereo) przez co całość trwa takt dłużej. W wersji mono Bye! Lennona słychac dużo ciszej po czym nastepuje „włączenie” odgłosów tłumu które brzmia jakbyśmy puścili trzymaną reką taśmę na szpulowym magnetofonie gdzie w wersji stereo tłum narasta bardzo płynnie. W samym końcu nagrania, w wersji mono, w czasie śpiewania ostatniego Sergeant Pepper’s Lonely Hearts Club Band słychać krzyczącego Paula. Po Woo w wersji stereo utwór wycisza się i przechodzi powoli i płynnie w pierwsze takty A Day In The Life a w wersji mono A Day… zaczyna się od razu.

  • 13. A Day In The Life.
  • W wersji mono nie słychać pierwszego uderzenia rozpoczynającej go gitary (bo zagłusza go ostatni takt gitary z Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (reprise)). W wersji stereo utwór rozpoczyna się płynnie narastając dźwiękami gitary. W wersji mono podczas narastania dźwięków orkiestry słychać głośniej odliczanie (podobnie jak dźwięk budzika). Końcówka orkiestry przed finałowym akordem w wersji stereo odrobinę różni się. Nonsensowe okrzyki Beatlesów w wersji mono brzmią stonowanie podczas gdy w wersji stereo słychać zabawę z kanałami i dźwięk jest odrobinę urywany. Z ciekawostek jakie doczytałem odnośnie dźwięku 15 000 Hz jaki można usłyszeć po wybrzmieniu ostatniego akordu to został on w winylowej wersji (na specjalne życzenie Johna Lennona aby podrażnic psy ludzi słuchających płytę, (dźwiek o zbliżonej częstotliwości mają policyjne gwizdki…)) po prostu wycięty odpowiedniej grubości rylcem w dysku – matce z której tłoczono płyty. W wersji CD (już w 1987 roku) jak i na remasterowanej z 2009 dźwięk 15 000 Hz jest otrzymany elektronicznie.



    The Beatles Remastered

    9 09 2009

    Tadam!

    Dziś światowa premiera remasterowanych nagrań The Beatles oraz premiera gry The Beatles: Rockband. Zapewne z tej to okazji witryna www.thebeatles.com przeszła dosyć gruntowne zmiany (oraz chwilowo wisi bądź działa dosyć niestabilnie :) )

    Tak się szczęśliwie złożyło, że jestem już w posiadaniu sterefonicznego boxa od wczoraj, zawartość do obejrzenia TUTAJ.

    Potwierdziły się plotki o błędzie w poligrafii Magical Mystery Tour, mój egzemplarz CD posiada , a jakże, napis LET IT BE MINI-DOCUMENTARY, mimo opisu na tylnej okładce i samej zawartości w postaci MAGICAL MYSTERY TOUR MINI-DOCUMENTARY. Ciekawe, czy wszyscy tak mają czy to po prostu jakaś niedopatrzona partia trafiła do sprzedaży? W każdym bądź razie ciekawi mnie co teraz robią ludzie odpowiedzialni za ten błąd…

    Wracając do boxa: wygląda przepięknie – każdy z albumów jest wydany w postaci kartonowego, rozkładanego pudełeczka, z oryginalną repliką winylowej okładki znanej z brytyjskich winyli, dostosowanej do remasterowanego wydania CD. W środku oprócz płyty znajduję się kilkustronnicowa książeczka z bogatym rozszeżonym materiałem (część znana z winyli + ewentualnie dopiski z 2009 roku) . Każdy album posiada dodatkowy materiał MINI DOCUMENTARY w postaci kilkuminutowego filmiku w formacie QuickTime za którym kompletnie nie przepadam – dobrze, że wszystkie te filmiki możemy obejrzeć również na dodatkowym dysku DVD: The Mini Documentaries.

    Porównując remasterowane wydanie z oryginalnymi wydaniami CD znanymi nam od 1987 roku nie ma w ogóle dyskusji co do jakości i dbałości o detale w nowej edycji. Stare CD posiadały często książeczkę bezpośrednio przeniesioną z wydania winylowego (co np. w takim Magical Mystery Tour straszyło podziałem na SIDE 1 i SIDE 2 :) ), jednostronnicowe wkładki (wyglądające jak pirackie wydania z bazaru…) które w ogóle nie wyglądały biorąc pod uwagę na to co mieliśmy na winylowych wersjach (żeby długo nie szukać: Magical Mystery Tour czy Let It Be.) Jedynie co jako tako broni się po latach ze starych wydań CD to Sgt. Pepper oraz Biały Album.

    Jednak poligrafia to nie wszystko na co czekali fani od 1987 roku: zostaje jeszcze muzyka. Inżynierowie z Abbey Road podobno przez ponad 4 lata remasterowali całą dyskografię dbając o integralność i oryginalność nagrań – i to okazuję się prawdą.

    Póki co przesłuchałem dosyć dokładnie Biały Album, Sierżanta Pieprza, Magical Mystery Tour, Abbey Road i wyrywkowo Revolver, Please Please Me i Help! i stwiedzam, że panowie z Liverpoolu nigdy nie brzmieli lepiej. Owszem, remasterowane i remiksowane wydania Yellow Submarine Songtrack czy Love brzmią genialnie. Jednak z definicji były one przygotowane pod brzmienie wielokanałowe 5.1 i słychać, że grzebano cyfrowo w poszczególnych partiach (wokal, instrumenty, perkusja, echo…) tych nagraniach dosyć mocno. Wystarczy posłuchać All You Need Is Love z Yellow Submarine Songtrack i porównać z tym co jest na Magical Mystery Tour bądź w oryginalnym Yellow Submarine z 1968 roku.

    CD które dziś mają premierę brzmią po prostu jak najlepsze wydania winylowe, pozbawione szumów taśm matek oraz oczyszczone z wszelakich błędów.

    Wokale są słyszalne idealnie, wszelakie stukoty, oddychania, bębnienia, echa, chórki brzmią po prostu tak jakbyśmy siedzieli w studiu numer 2 przy Abbey Road. Słychać teraz rzeczy których na wersjach z 1987 roku nie było słychać praktycznie wcale (dobitnym przykładem niech będzie tu Back In The U.S.S.R czy Hey Jude). Zrobiono w końcu w stereo na CD pierwsze cztery albumy. Głośność wszystkich CD jest na jednym poziomie – tu w starych wydaniach bywało strasznie niestety. Na pewno też nie zastosowano sztucznej kompresji dźwięku jak przy 95% nagrywanych współczesnie nagrań – remasterów da się słuchać z przyjemnością z dużą głośnością w samochodzie bez obawy o roznitowanie łączeń i odpadnięcie tapicerki :)

    To chyba tyle na szybko, wracam do słuchania nagrań na które taki zespół jak The Beatles po prostu od dawna zasługiwał….

    PS: Kto stawia, że na dzisiejszymn keynote Apple zostaną zaprezentowane remastery The Beatles w iTunes? Ja tak :)

    PS2: I na koniec parę filmików na czasie:



    Błąd w poligrafii remasterowanej wersji „Magical Mystery Tour”.

    6 09 2009

    Do premiery remasterowanych nagrań Beatlesów zostało niecałe trzy dni, niektórzy szczęśliwcy, jak Joe Bosso mają już w rękach oba boxy (stereo i mono) a czujne oczy fanów wyłapały już pewną drobną nieścisłość w poligrafii stereofonicznej wersji Magical Mystery Tour:


    „Let it Be MINI-DOCUMENTARY”? :)

    Wygląda ciekawie, zwłaszcza, że powinien się tam znaleźć napis „MAGICAL MYSTERY TOUR MINI-DOCUMENTARY”. Błąd grafików czy celowe działanie mające podkręcić atmosferę?

    Nic to, ciekawe co będzie na moim egzemplarzu, o czym mam nadzieję dowiem się już 9 września 2009… :)



    Raport doręczeń w iPhone

    2 09 2009

    Jeśli komuś nadal brakuję raportów doręczeń w iPhone to w końcu jest możliwość aktywacji tej funkcji. Należy mieć zjailbreakowanego iPhone (to pewnie dotyczy 90% urządzeń na rynku :) ) i w Cydii dodać repozytorium: http://iphonedelivery.advinux.com/cydia i zainstalować iPhoneDelivery.
    Po tym wszystkim w USTAWIENIA/WIADOMOŚCI pojawią nam się opcje SMS_DELIVERY oraz DELIVERY_IMMEDIA…

    W końcu po trzech latach i 3 generacjach urzadzeń mamy w wynalazkach Apple to co w Nokii 8110 w 1996 roku :)





    Yellow Submarine

    1 09 2009

    Weekend spędziłem w malowniczej miejscowości Sromowce Niżne. Piłem z góralami, oglądałem zamki, jadłem czekoladę studencką, piłem słowackie piwo i widziałem żółte łodzie podwodne w Dunajcu…
    Na drugi raz też kupię absynt…