While My Guitar Gently Weeps, czyli coś ty nam Jacku zrobił…

11 12 2017

Smutno i „sentymenalnie” (jak mówił Albert w „Symetrii”, życiowej roli Borysa Szyca) dziś będzie i tak jakby to powiedzieć, z innej beczki… Ale od początku…

W antycznych czasach, to jest jakoś w okolicach 2002 roku, trafiłem na bloga Jacka Pałki, który opisywał swoje perypetie życiowe związane z wychowywaniem 6-letniego syna. Czytało się to przednio, a jako, że autor potem to wydał w formie książkowej pod tytułem „Przygody Pana Bazylka” (z dwoma kontynuacjami…) niewiele się zastanawiając zanabyłem wówczas drogą kupna to wydawnictwo. Mam je w domu, zdaję się, że nawet z autografem. Kto nie zna, polecam.

W tak zwanym międzyczasie wyżej wymieniony kolega zaczął publikować kolejnego bloga (stardog.blog.pl). O kryste pane, jakie to dobre było! Perypetie autora (pouczał w szkole jako belfer angielskiego, co już w samo sobie dostarczało mnóstwo przygód), Miłoszka, czy potem na wyjeździe do Kanady, gdzie pojechał za dolarami (karakaskimi, ale zawsze…) przygody z Karaszanką bawiła jak norki nie tylko mnie, ale sporą grupę czytelników. Piękne pióro, doskonałe obserwacje i taka dawka humoru (chociaż czasem też i doła…) to było coś. Nie da się ukryć, że pisanie bloga było dla Jacka pewną odskocznią i wentylem bezpieczeństwa, na to, co mu siedzi w głowie. Pewnie dlatego to było takie dobre. Dziś mamy kominka (czy tam dżejsonhanta…) i inne paździerze, co pokazuje, jaką drogę odwrotnej ewolucji poczyniło środowisko blogowe… Ale jebał, ja nie o upadku blogosfery dziś…

W kolejnym międzyczasie okazało się, że Jacek Pałka poważał też w stopniu znaczącym mało znany zespół z Liverpoolu. Tośmy się zakumplowali, jak fan z fanem. Najpierw w komentarzach, potem emaljowo a na końcu jak twarzoksiążka się rozpowszechniła, również w jej messengerze. Ileż to było przegadanych o Johnie, Paulu, Georgu i Ringo wieczorów, ile bootlegowych i coverowych wrzutek z YouTuba i fachowej wymiany opinii. Lubiliśmy również podobne grono artystów (z tym, że Stardog bardziej ostre klimaty), jak i mieliśmy chyba podobne gusta odnośnie literatury i filmu oraz poczucie humoru. Dobrze nam się gadało, wtrącając też różne kultowe cytaty. Bardzo przeżyliśmy śmierć ukochanego Niziurskiego, Młynarskiego i paru innych. Co tu dużo mówić, waflowaliśmy się internetowo, nigdy nie spotykając  się na żywca, chociaż plany były.

Toteż zdziwiłem się mocno, że od kilku tygodni frędzel nie odpisuje na moje notatki w messengerze, co mu się nigdy nie zdarzało, nawet będąc w karakaskiej strefie czasowej. Kilka dni temu wieczorem wziąłem ja ajpada do łapy na kibel i coś mnie piknęło. Wpisałem Jacek Pałka w Google i 10 calowy antyk Appla wypadł mi z ręki a serce stanęło. Okazało się, że Jacek „odłożył łyżkę” czy też „powiększył grono aniołków” (oba porównania bardzo nas bawiły i używaliśmy ich zamiennie) 24 września tego roku. Z niedowierzaniem wyguglałem tą wiadomość na bolesławskich serwisach, gdzie nawet były zdjęcia z pogrzebu.

Nie wiem co się stało i nie bardzo chcę wiedzieć. Pięćdziesiątka (Jacek urodził się niecały miesiąc po premierze Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band Beatlesów…) to nie jest wiek na umieranie, a „nagła śmierć” jak lakonicznie poinformowały media może oznaczać równie dobrze w dzisiejszych smutnych czasach zawał, wylew, czy po prostu samobója (a Gwiezdny Pies nigdy nie ukrywał, że należy do prosac nation).

Rodzina straciła ukochanego syna, brata czy też ojca, my (czyli czytelnicy…) wafla, który miał nietęgie pióro, był pysznym, niesamowicie inteligentnym i dowcipnym obserwatorem, i co tu dużo mówić, po prostu oryginałem, jakich coraz rzadziej w tych smutnych czasach (pisałem już o kominkach (czy tam dżejsonhuntach…) i innych paździerzach?).

Uzmysłowiłem sobie to chyba dopiero dobę później, 8 grudnia (smutna dla muzyki data, przypadek?) w ciemnej sali Wadowickiego Centrum Kultury), gdzieś w połowie koncertu TSA, kiedy usłyszałem w ciemnościach  pięknie zaśpiewane przez Marka Piekarczyka i spółkę „51”…  Cóż, kiedyś jak będę w okolicach Jeleniej Góry, odwiedzę Cię ja frędzlu na cmentarnej alei. Chociaż tyle, bo przecież parę dopisków na Wikipedii to się przecież nie liczy.

A najbardziej boli, że już nic Twoje autorstwa nie przeczytam. Ani prostych i urokliwych a czasem nawet banalnych notek, ani mądrych tekstów z drugim dnem, często dających do myślenia, ani tak przepełnionych humorem pełnych polotu wpisów, których tak Ci zazdrościłem i uwielbiałem  (jak chociażby ta, kiedy jadąc na rowerze prawie zrobiłeś dziurę w koniu karakaskiej policji, po której ze śmiechu 3 dni bolała mnie przepona). Pisz im tam w tym Niebie przyjacielu, tak jak nam tu pisałeś, niech też mają uciechę.

A z innej beczki: nie odchodzi się tak  fik, bez pożegnania. Tak się po prostu nie robi. Osierociłeś nas wujek i tyle… I za to Ci nakopie do szmat, jak tam będę miał kiedyś okazję…

 

 

 


Opcje

Info

Odpowiedz

Możesz używać tagów : <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>