Moonshine Dragons C64 demoparty 2019, czyli weekend na działce

Po upadku Silesii, commodorowska brać w naszym kraju nie była niestety rozpieszczana, bo multi party są owszem, może i towarzysko fajne, można chlać z amigowcami, pecetowcami czy atarowcami, jednak brakuje im tego czegoś, jak chociażby „komodowego feelingu” czy po prostu „naszych” produkcji na poziomie. Stąd pomysł Yugorina/Samar na organizację party typowo dla sceny C64 w swoim rodzinnym mieście Opolu. Będąc na ostatnim Riverwashu w Katowicach, gdzie notabene pierwszy raz na żywo spotkałem rzeczonego Yugorina, słuchając przy piwie jego pięknie opowiadanych planów pomyślałem, że to nie może się nie udać. Arek wziął pod uwagę nawet fazę Księżyca, no i kurna, udało się i to jeszcze jak! Ale po kolei.

Na trzydniowe party tylko dla commodorowskiej sceny, odbywające się w weekend w dniach od 17 do 19 maja 2019,przyjechałem w drugi dzień po południu, czyli w sobotę. W mieście, w którym mieszkam, czyli w Wadowicach w ten dzień co roku odbywają się uroczyste obchody urodzin św. Jana Pawła II, więc był to zresztą całkiem miły pretekst, aby nie uczestniczyć w tym szaleństwie i pierwszy raz od dobrych paru lat nie musieć go relacjonować na żywo. Wiecie: msze, parady, zjazd szkół noszących JEGO imię czy występ orkiestr strażackich… Ale do adremu jak mówią językowi puryści.

W piątek ominęło mnie uroczyste otwarcie, wjazd Quartetu z fasonem starymi wynajętymi brykami jak i pewnie spory kac, bo każdy, kto chociaż raz uczestniczył w takiej imprezie, wie, że w pierwszy dzień nie przyjeżdża się na pączki ani na wgrygranie… 😉 Chociaż Wacek podobno znosi takie rzeczy na trzeźwo. Podziw! 😉

Opole dla mnie ma fajną lokalizację: wystarczy nieco się poprzepychać do Katowic, aby sobie spokojnie po dwóch godzinach dojechać autostradą. Po przejechaniu 180 km zameldowałem się w swojej wynajętej na jednej noc dzięki Booking.com kwaterze, porzuciłem samochód i posiłkując się Google Maps wyruszyłem na party place. Do przejścia miałem kilometr z hakiem a po drodze spotkałem Grabbę z kolegami wracających z wodopoju, czyli w tym przypadku Auchana.

Jak się okazało miejscówka okazała się przecudnej urody położonym w pięknych okolicznościach przyrody budynkiem w którym znajduje się rodzinny ogród działkowy. Otoczonym, jakżeby inaczej, działkami. Z tradycjami, bo z ciekawości postudiowałem tablice i miejsce powstało w 1927 roku. Trochę party w życiu zwiedziłem i to jedna z lepszych miejscówek, ze sporą ilością miejsca, niezła lokalizacją i dużym zamykanym parkingiem. Do tego praktycznie w centrum miasta.

Po uiszczeniu 100 złotych za wjazd i otrzymaniu opaski i votki przywitałem się ze znajomymi i nieznajomymi partowiczami a tych w sumie jak się okazało, było całkiem sporo, bo blisko 70 osób. 1993 rok to to nie jest ale nie najgorzej, prawda? Główne miejsce działań okazało się sporym pomieszczeniem z ustawionymi stolikami i krzesłami. Trafiłem akurat na wykład Carriona/Bonzai dotyczący jego pikselowania i narzędzi, których używa. Od teraz nie krzyczymy przy kompotach „Skan!” i „Pro-wo-ka-cja!” ale ” Ti-man-thes!”. 🙂 Wcześniej taki wykład przeprowadził Slajerek/Samar, który z kolei opowiadał o całkiem fajnym narzędziu, czyli C64 debuggerze.

Po przerwie wkroczyli „chłopcy Quartetowcy” w osobach Polonusa, Jemasofta, jego syna AutoMateusza (to już kolejne pokolenie!), Mr. Rafa i Duddiego. Swoje też dorzucił legendarny Silver Dream! Jako, że do grupy mam ogromny sentyment, bo to dzięki ich demom, Kebabowi czy to w wersji papierowej czy elektronicznej jak i papierowemu C64 +4 Amiga zainteresowałem się na początku lat dziewięćdziesiątych sceną i kodowaniem, z ogromną przyjemnością wysłuchałem co mieli do powiedzenia. Podobne odczucia mieli chyba i inni, bo nie zabrakło fajnej dyskusji ciekawych pytań jak i wspomnień. Ekipa jest fantastyczna, nie zadziera nosa, ale zna swoje miejsce w historii i chętnie o tym opowiada.

Warto dodać, że chłopaki nie przyjechali z pustymi rękami: na party przywieźli „totem z ruły” czyli urządzenie wyświetlające scrolla z ekranem na którym prezentowane były produkcje zarówno na C64 jak i Amigę tej pierwszej z Polsce grupie scenowej z prawdziwego zdarzenia. Z ciekawostek to Duddie, jest autorem pierwszego emulatora Playstation jak i autorem pierwszego Polskiego dema na Amigę, które jak głosi legenda i on sam, skodował w 1989 roku dwa tygodnie po kupnie przez rodziców tego komputera (Holliday in Moscow, można zobaczyć je TUTAJ).

Około godziny 18:00 na sali pojawiła się świnia a w zasadzie dwie. 25 lat temu kulinarnym wypasem scenowca był Vifon i to pod warunkiem, jak była na party ciepła woda… A tu proszę, do zjedzenia były dwa pieczone świniaki zamówione w firmie zajmującej się oporządzaniem tego rodzaju przysmaków. Znak czasów 😉 Po godzinie z pierwszego zwierzaka niewiele zostało i każdy mógł zrobić sobie zdjęcie ze szkieletem. Z drugim poszło już chyba trochę dłużej…. Niewątpliwym edukacyjnym akcentem dla uczestników było dowiedzenie się, jak wygląda świnia w środku… 😉

Po godzinie 20:00 rozpoczęło się competitions. Organizatorzy po raz kolejny pozytywnie zaskoczyli: świetnej jakości projektor z big screenem i doskonałe nagłośnienie robiły robotę. Tak przy okazji, to przez cały czas party coś z głośników leciało i na ekranie się wyświetlało.

Ale do brzegu: nie zawiedli również uczestnicy ilością prac. Na pierwszy ogień poszło MSX COMPO, w którym wystawiono 10 zaków. Wszystkie były jak nie na dobrym to na świetnym poziomie. Podobnie było z GFX COMPO, gdzie z kolei było wystawionych 11 prac.

Na nieocenianym na votkach (papierowych, a jakże a nie jakieś internaty…) WILD COMPO najciekawszym akcentem był chyba zak na dwa SID-y, cover Firestartera Conrada/Samar, który zrobił prawdziwego kilera po 5 latach ciszy. Trochę się pewnie inspirował Jammerem, ale i tak wyszło świetnie… Elysium pokazało przyspieszoną podobno do 115% wersję gry The Great Escape z zacnym intrem i nową muzyką Shogoona. Arise zaprezentowało zabawny film ze znanym scenowcem. Ja również wystawiłem film złożony ze zdjęć z ostatniego Riverwasha z muzyką Praisera. Ci, którzy na nim byli, chyba mocno zaśmiali się na zdjęcie mojej półrocznej córki przed rozłożonym Commodore 64 z poczciwą stacją dysków i monitorem 😉 Tak miało być… 😉

W INTRO COMPO mieliśmy trzy produkcję, które spakowane nie przekroczyły 4 kilo. Wszystkie na bardzo wysokim poziomie: Desire zaprezentowało intro skodowane przez Golarę z całkiem fajnym cyklowaniem i dynamiczną muzyka No-XS oraz grafiką Visionvortexa. Intro Fairlightu skodowane przez Dwangiego z muzyką Jammera również prezentowało się świetnie. Wacek/Arise udowodnił z kolei, że w 4 kilach można upchać zarówno sporo tekstu, logo, jak i… sample. Pomysłowo wykorzystano tu pakowanie danych wykorzystując ROM.

Najważniejsza część imprezy, czyli DEMO COMPO trochę się przesunęło, bo chłopaki z Samar do końca usiłowali złożyć w całość swoją produkcję. Nikt im oczywiście tego nie miał za złe, bo to nie te czasy, a zaprezentowano demo „party version” NGC1277 80% (bo w końcu im się nie udało…) ze świetnymi efektami Don Kichota, Golary, Skulla, Slajerka, Tetsuo, grafiką Isildura, Uka i Geda (który po latach odnalazł się i powrócił na scenę, scenowcy kojarzyć go mogą doskonałych obrazków w demach Quartetu!) i muzyką F7sus4 wynagrodziło czekanie. Niespodziankę zrobił też Carrion wystawiając produkcję pod szyldem swojej pierwszej grupy Cruel Soldiers a także atarowiec Koala, który zakodował swoją pierwszą produkcję na C64 z muzyką Acemana i grafiką Piesia.

Swoje dołożyłem i ja: po 20 latach przerwy w kodowaniu, pierwsza nowa produkcja Faith Design, mimo, że popierdułka składana przez dwa wieczory z prostą wektorówką, FLD i upscrollem mimo wszystko oglądana na kompotach zrobiła mi sporo przyjemności. Nawet jeśli słabo na bigscreenie wygladały kolory 😉

Po kompotach zebrano votki i po chwili przerwy prawie dwugodzinny show dał Wacek/Arise, którego sety z SID-ową muzyką stają się już chyba powoli tradycją na dobrym party 😉

W tak zwanym międzyczasie nie zabrakło również rozmów przy piwie (tu przydał się już wymieniony Auchan) czy czymś mocniejszym, jak to na party. Można było też zobaczyć np. jak Klaudiusz czyli TSL trawi pod drzewem świnię 😉 Z częścią osób nie widziałem się sporo lat, miło było też poznać nowe twarze, więc było co robić i o czym rozmawiać, jak i obejrzeć, np. Ultimejta 64 V12. A i z zabawnych akcentów: z Shoogona tupiącego z zamyśloną miną do rytmu, kiedy na płótnie leci Altered States, mam radochę do dziś: szkoda, że nie zdążyłem tego nagrać 😉

Jak się okazało, całkiem przypadkiem mieliśmy z Grabą pokoje w tej samej kwaterze, niezłe zgranie, biorąc pod uwagę, że Opole ma ponad 120 tysięcy mieszkańców i całkiem niezłą ofertę noclegów a nie konsultowaliśmy rezerwacji 🙂 Tak więc partyplace opuściliśmy przed godziną 2 w nocy, aby w spokoju się wykąpać, odpocząć i wyspać. Pożegnaliśmy m.in. Cresha, który rano miał pociąg.

W niedzielę rano podjechaliśmy już z Grabbą moim autem na party, organizatorzy zadbali już tutaj o pyszne kanapki. Dodać trzeba, że przez cały czas można było na głównej sali napić się herbaty, kawy, czy wody: to też w sumie nie taka oczywista sprawa na takich spędach.

Towarzystwo było już mocno przetrzebione, bo część czy to z logistycznych powodów czy innych postanowiła się urwać nieco wcześniej. Nie zabrakło pamiątkowych zdjęć czy ostatnich rozmów. W południe odbyła się ceremonia wręczenia nagród, wyniki można zobaczyć na CSDb. Przygotowano całkiem fajne i wartościowe nagrody. Po tym towarzystwo zaczęło się powoli żegnać i rozjeżdżać, w tym i ja. Dwie godzinki z hakiem i myk byłem już w domu.

Podsumowując całą imprezę: na uwagę zasługuje miejscówka i to z jakim sercem podszedł do organizacji Yugorin wspierany przez Samarowców i rodzinę. Było wszystko jak za starych dobrych czasów na tego rodzaju imprezach, tylko lepiej 😉 Uczestnicy chyba odwzajemnili się tym samym, nie zauważyłem jakiegoś większego syfu jaki dosyć często się przecież zdarza. Ba! Były nawet w miarę czyste kible 😉 A tak na serio, to chyba każdy dołożył jakąś cegiełkę, aby to dobrze wypadło.

Sofascenerzy też pewnie mieli radochę, bo nie zabrakło całkiem dobrej jakości streamu w necie z party.

Arek zadbał nawet o takie rzeczy, jak teczką z pamiątkową okolicznościową votką dla każdego uczestnika. Z nadmiaru emocji chyba mu się zapomniało wręczyć jej wszystkim, jak się w każdym bądź razie załapałem 😉

I tak zupełnie na koniec: Yugorin: robisz to dobrze! 😉

pajda/faith design