
To czy ‘Sgt. Pepper’ to pierwszy koncept album czy nie, nie ma żadnego znaczenia. W zestawieniu najpiękniejszych całościowo płyt może równać się z nim jedynie ‘The Wall’, ‘Dark Side Of The Moon’ i może jeszcze parę innych. Wychwalane i stawiane na równi przez innych ‘Pet Sounds’ Beach Boysów według mnie brzmi przy nim (z całym szacunkiem…) jak zestaw polifonicznych dzwonków komórkowych…
‘Sierżant’ został sklasyfikowany w 2003 roku przez magazyn Rolling Stone na pierwszym miejscu w rankingu ’500 najlepszych i najważniejszych albumów wszech czasów’. Był pierwszą płytą na której zostały wydrukowane teksty utworów. Był pierwszą płytą jaką pamiętam z dzieciństwa. Był pierwszą płytą Beatlesów która potrafiłem rozróżnić po okładce a ‘Lucy in the Sky with Diamonds’ była pierwszą piosenką którą potrafiłem zaśpiewać mając bodajże 4 lata (zapytam mamy jeśli to was interesuje…)
Muzycznie piękny, do dziś zestaw tych 13 utworów zachwyca i zadziwia misterią, tekstami i warstwą muzyczną więc jaki szok musieli przechodzić ludzie kiedy 1 czerwca 1967 roku usłyszeli go oficjalnie w całości?
Nie mnie oceniać płytę, zrobiło to i będzie robić w dalszym ciągu tysiące ludzi, ja ją tylko podsumuję. Czego tu nie mamy! Mocny, prawie hardrockowy utwór tytułowy, z fikcyjną Orkiestrą Sierżanta Pieprza, śliczne ‘With A Little Help From My Friends’ (mimo niespecjalnych walorów wokalnych Ringa i tego, że wersja Joe Cockera w ogóle mnie nie przekonywuje.). ‘Lucy in the Sky with Diamonds’ gdzie do dziś mało kto wierzy (w tym i ja…) o gorących zapewnieniach autora tekstu, że jest to piosenka o pani ze szkolnego rysunku syna… A takie ‘Getting Better’? Hinduskie ‘Within You, Without You’ w całości napisany przez George’a Harrisona to jeden z pierwszych przykładów wykorzystania takiej muzyki w kulturze popularnej. Piosenki ‘Being For The Benefit Of Mr. Kite!’ bałem się słuchać kiedy byłem mały, ta atmosfera cyrku była trochę za bardzo uwypuklona
A takie ‘When I’m Sixty-Four’ napisał 24 letni facet, dziwne nie? I proszę państwa końcówka: ‘Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (Reprise)’ przechodzące w zbanowane w BBC (rzekomo za narkotyki w wersie ‘i d love to turn you on‘…) ‘A Day In The Life’ to finał finałów. Zresztą jeśli reszta piosenek na ‘Sierżancie’ była by słaba to samo ‘A Day In The Life’ z tekstem z gazet o dziurach i wypadku wystarczyła by, by uznać tą płytę za genialną…
Reszta ukrytych przekazów (zapętlone głosy i śmiechy, żonglowanie prędkością taśmy, dźwięk 15 000 Hz i dziesiątki innych smaczków…) stanowi li i jedynie o wielkości tej płyty. Nawet brak Hitlera i Jezusa na okładce, i legenda miejska o napisie BEATLES z marihuany nie przeszkadza temu, że jest ona jedną z najbardziej sławnych, rozpoznawalnych i parodiowanych okładek w historii muzyki.
I na koniec: nie sądzę, żeby coś tak doskonałego jak ‘Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band’ miało kiedykolwiek znowu powstać. Nie ten czas, okoliczności, splot wydarzeń, oraz nie ta liga – dzisiaj trudno znaleźć na płycie jeden dobry kawałek, a co dopiero 13 genialnych. A to wszystko powstało 43 lata temu, na archaicznym, analogowym sprzęcie, gdzie sampling i loop to był zapętlony kawałek magnetycznej taśmy a muzycy, którzy go nagrali żarli LSD na śniadanie, obiad, kolację i zupełnie nie dietetycznie, na noc…